ODGRZEWAM KOTLETA

Wiem, było już TYYYYLE, a może i więcej postów, wpisów, dyskusji, sporów i kto wie czego jeszcze, na ten temat. Wiem, ale cholera! Muszę to skomentować jakoś, aby chociaż zostawić sobie samej ślad tej całej afery. Poza tym w przygotowaniu mam pewien post, który trochę się z tym wiąże, ale nie będę ich teraz łączyć.

Znacie już na pewno TEN artykuł.

Autorka zaczyna dość niewinnie – pierwsza moja myśl – kobieta co to dziecko na kanapie w kanjpie przebierała ma w głowie coś nie halo. Brnę dalej i autorka tekstu też trochę nie halo, mam wrażenie takie, że wyższa sfera gdzieś się wbiła jej w główkę.

” Dziś nie jesteśmy już szczególnie wyczuleni na małe dzieci np. w restauracjach. Już się przyzwyczailiśmy, że rodzice ciągną je ze sobą wszędzie.”

No tak, przecież z dzieckiem to najlepiej zamknąć się w domu i tak do emerytury. No chyba, że szanowna autorka miała na myśli, aby wychodzić wyłącznie w pojedynkę – niania i do przodu! Po co dzieci swe oswajać z miastem, z restauracjami, po co uczyć życia w miejskiej jakiejś tam większej lub mniejszej kulturze. Nie ważne, że zabieramy dziecie swe na pizzę czy do super dizajnerskiej knajpki. Ja nawet planuję za rok już na jakiś kameralny koncert z M. pójść. Wernisaż po drodze? Czemu nie! Kiedy byłam dzieckiem nie miałam takich opcji, atrakcji – były inne, równie fajne, ale skoro MY – rodzice, obracamy się w takim klimacie to dlaczego mamy odizolować nasze dziecko od tego? Jest mi to ktoś w stanie wytłumaczyć?

„Ich rozbrykanie nam nie wadzi. Do czasu. Aż zaczną zwyczajnie marudzić. No wiecie, jakie męczące potrafią być dzieciaki, gdy się znudzą jedzeniem i towarzystwem rodziców. Piski, wiski, można nie usłyszeć własnych myśli, dosłownie. Rodzicom to nie przeszkadza.

Nasi amerykańscy znajomi są zszokowani, dla nich to po prostu brak kultury.”

Z tego co dane było mi zasłyszeć/przeczytać wiem, że raczej w stanach nie ma jakiegoś super nacisku na wychowanie w klimacie: dziecko-robot, jak zaprogramujesz, tak zadziała. Oczywiście nie toleruję, kiedy dziecko zachwuje się głośno i niegrzecznie, a rodzice mają to w poważaniu, ale ton autorki tekstu wskazuje na zło w dziecięcym ciele. Takie od narodzin. Jest i już. Znowu wracamy do tematu zamknięcia się w domu.

Powiem Wam jeszcze, że nie tak dawno usłyszałam o pomyśle stref wolnych od dzieci. I wiecie co? JESTEM ZA. Niech więc powstaną te strefy wolne od dzieci, ale równocześnie więcej tych PRO-DZIECKO, gdzie nie spotkamy wyrachowanej pani, której przeskadza fakt przebywania w tym samym pomieszczeniu w którym są (jakże straszne) dzieci.

Wiem – są dzieci i DZIECI. Rodzice i RODZICE. Wychowanie i WYCHOWANIE. Ale nie lubię wkładania do jednego wora, a więc niech się Pani Agnieszka trochę w swych przekonaniach uspokoi.

„Patrzę na te czynności higieniczne, choć wcale nie chcę. Siedzę w końcu nad talerzem z kolacją. Oglądanie pampersa z niespodzianką przyprawia mnie o mdłości.”

Si! Zgadzam się! Totalny brak rozumu jak dla mnie. Od czego są pokoje dla matek z dziećmi do cholery? Potem przez takie sytuacje lądujemy wszyscy w jednym worze – rodzic z dzieckiem w miejscu publicznym – zakaz wstępu poproszę.

” I wierzcie mi, nie chcę, ale nie umiem nie myśleć o tym, co jest w środku, co jest – jak by to napisać – transportowane obok mnie. Co za chwilę wyląduje w koszu w toalecie i będzie tam leżeć i ciągle o sobie przypominać. Zapachem, rozumiecie, co mam na myśli, prawda?”

No tak, przecież KUPA to słowo zakazane, temat tabu, fuj, ble, ta pani na pewno za przeproszeniem się nie wydala wcale!

Dlatego jak rozumiem oburzenie zachowaniem tej matki, tak nie rozumiem całej otoczki obrzydzenia i krytyki wobec wszystkiego co rodzicielsko-dziecięce.

„W toalecie nie ma przewijaka, więc gdzie miała tego pampersa zmienić? Może przy pomocy ojca dałaby radę w toalecie?”

Oooo gad, ile razy dawaliśmy sobie tak radę. Poza tym skoro restauracja nie zapewniła przewijaka to co za problem podejść do obsługi i dyskretnie poprosić o pomysł na rozwiązanie sytuacji – może mają jakieś pomieszczenie, które chętnie by udostępnili.

” Może powinna od razu wyjść i jechać do domu i tam pozbyć się pampersa z niespodzianką? A może, planując obiad w restauracji, powinna przewinąć małą tuż przed wyjściem z domu?”

Oczywiście, bo nasze dziecko załatwia się wtedy, kiedy my tego chcemy. „Kochanie, titititi, słoneczko idziemy na obiadek, zrób teraz grzecznie e-e w pampersa, mamusia cię przebierze i z czystą pupą pojedziesz z nami, tylko pamiętaj, żadnych niespodzianek w czasie obiadu!” NO HALOOOOO.

Moje wnioski – istnieje pewna grupa mam, która uważa, że jej status bycia mamą uprawnia ją do wszystkiego, co więcej – pozwala na olewanie przyjetych norm funkcjonowania w społeczeństwie.

Pani Agnieszka pojechała po bandzie oceniając pochopnie i powierzchownie ogólną sytuację dzieci w miejscach publicznych.

 

Ufff….

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s